Wywiad

Wywiad z Chicane i kolejne szczegóły nt.




Niedawno na łamach serwisu ftb.pl informowaliśmy Was o zbliżającej się wielkimi krokami premierze kolejnego albumu Chicane. Tym razem, niejako w formie kontynuacji poprzedniego newsa, chciałbym Wam zaproponować lekturę wywiadu, jakiego Nick Bracegirdle udzielił ostatnio zagranicznemu serwisowi poświęconemu muzyce trance – trance.nu


Trance.nu: Nick, przede wszystkim chciałbym ci pogratulować wydania nowego albumu. Wydanie nowego krążka zajęło ci trochę czasu. Jakiego rodzaju kompozycji możemy się spodziewać na „Somersault”?
Nick Bracegirdle: Na pewno mieszanki stylów. Część utworów swym brzmieniem przypomina instrumentalny styl Chicane znany z przeszłości, choć większość ma raczej zacięcie wokalne, lecz wciąż są to kompozycje bliskie klimatowi oraz melodyjności wszystkich moich produkcji.


T.nu: Brzmieniu Chicane nadałeś zupełnie nowy odcień. Czym tłumaczysz tę zmianę kierunku?
Nick: Nastąpiła pewna ewolucja kierunku, ale czy zmiana? Na pewno nie. Zajmowałem się pisaniem utworów dla różnych artystów, w tym i tych dużego formatu, od samego początku mojej muzycznej kariery. Wraz z nabieraniem doświadczenia w komponowaniu, tworzony przeze mnie materiał opierał się coraz bardziej na partiach śpiewanych, wokalnych. Wypada też wspomnieć o tym, iż album „Easy to Assemble” nigdy nie został oficjalnie wydany, więc dla tych, którzy nie mieli okazji go usłyszeć, może to wyglądać na nagłą zmianę stylu, podczas gdy faktycznie on ewoluował. Poza tym dziwne byłoby oczekiwanie od artysty, że podczas ponad dziesięcioletniej kariery muzycznej, jego styl się nie zmieni i nie będzie on szukał innych źródeł inspiracji. Brzmienie Chicane dojrzało, co ilustruje materiał zaprezentowany na „Somersault”


T.nu: Pracowałeś z topowymi wokalistami takimi jak: Tom Jones, Bryan Adams i Peter Cunnah. Czy miałeś okazję współpracować z nimi osobiście i jak to wyglądało? Czy uważasz, że męski wokal bardziej pasuje do twoich kawałków, czy to może po prostu zwyczajny przypadek?
Nick: Ostatnio skłaniałem się ku męskim wokalom, choć trudno przyznać, żeby to było działanie naprawdę zamierzone. Jestem pewien, że w najbliższych kawałkach partie wokalne będą wykonywane także przez kobiety.


T.nu: Na twojej stronie internetowej mogliśmy usłyszeć kilka fragmentów twoich najnowszych utworów. „Come Tomorrow”, które brzmi bardziej jak popowy kawałek, zostało pierwszym singlem promującym twój najnowszy album. Dlaczego to właśnie ta kompozycja została wybrana i czy była to twoja osobista decyzja?
Nick: Trudno mi przyznać, że „Come Tomorrow” brzmi popowo. To krótki utwór, z pewnością nie z kategorii moich dwunastominutowych epickich kompozycji. Zostało wybrane natomiast dlatego, bo po prostu wyróżniało się spośród materiału zawartego na „Somersault”, co zresztą przyznał każdy, kto był zaangażowany w powstanie nowego albumu. W dodatku „Come Tomorrow” oddaje klimat towarzyszący całej płycie.


T.nu: „Time of Your Life” brzmi jak chilloutowe dzieło sztuki! Czy w przyszłości możemy liczyć na remiksy tego utworu?
Nick: Nie sądzę, choć nigdy nie można być całkowicie pewnym.


T.nu: Czy planujesz odnowić współpracę z Tomskim, a może nawet z Leo Elstobem? Może jakiś remix projektu Disco Citizens? Czy może po prostu jestem jednym z tych fanów, którzy nie mogą przestać żyć twoją dawną twórczością?
Nick: I tym razem nie jestem pewien, lecz przyznam, że jest to bardziej niż prawdopodobne.


T.nu: Będziesz występował na żywo w wielu miejscach świata, co z chęcią zobaczę. Czego mogę się spodziewać?
Nick: Siedmioosobowego zespołu, który nada brzmieniu moich kompozycji nową jakość. Poświęciłem temu projektowi wiele uwagi, zaś same utwory zostały ponownie zaaranżowane osobno dla małych klubów oraz dużych halli festiwalowych.


T.nu: Twoje studio nosi nazwę „Modena”. Czy możesz przybliżyć, jakiego oprogramowania i sprzętu używasz?
Nick: Korzystam z logic/pro-tools/abletona live/różnych syntezatorów programowych oraz laptopa Apple, komputerów G5/vintage synths i zewnętrznego EQ. Wszystko wychodzi przez analogowe Otari.


T.nu: Twój ostatni album „Easy to Assemble” wyciekł nielegalnie do Internetu przed oficjalną premierą. Najpewniej z podobną sytuacją będziemy mieli do czynienia i tym razem. Bardzo cię to irytuje?
Nick: Tym razem podjęliśmy stosowne kroki, by temu zapobiec. Nie mogę podać więcej konkretów, ale zapewniam, że zajmiemy się każdym, kto spróbuje powtórzyć przypadek „Easy to Assemble”.


T.nu: Także ciebie dotknęły spory prawne. Czy to zmieniło twój punkt widzenia na branżę muzyczną?
Nick: Niezupełnie. Przemysł muzyczny był i wciąż jest pełen oszustów, krętaczy, prawników, wygranych i przegranych.


T.nu: Zajmujesz się produkowaniem muzyki od bardzo młodych lat. Zdaję się, że Ibiza wywarła na twoją twórczość bardzo duży wpływ. Jak dokładnie przeniosło się na twoją muzykę? Czy powinna być ona zawsze melodyjna i delikatna? Nigdy nie słyszałem dynamicznego i zarazem ostrego utworu, który by wyszedł spod twojej ręki.
Nick: Ha, znów Ibiza! Nie mogę przyznać, że miała ona aż tak znaczny wpływ na moją twórczość. Na pewno nie większy niż Isle of Wight.


T.nu: Które ze swoich utworów oraz remiksów uważasz za najlepsze?
Nick: Utwór – „Offshore”, piosenka – „Come Tomorrow”, remix „Before Today” Everything But The Girl.


T.nu: Pamiętam kiedy podczas zabawy w klubie w 1999 roku nagle zagrano „Saltwater”. To była tak świetna kombinacja – Clannad oraz trance. Jak przebiegała produkcja tego utworu? Czy od razu uzyskałeś zgodę na wykorzystanie ich wokalu, czy też został on zaakceptowany po wysłuchaniu efektu twojej pracy?
Nick: Przy powstawaniu utworu samplowanie wokalu nie wchodziło w grę. Poprosiłem Clannad o ponowne wykonanie piosenki po uprzednim uzupełnieniu jej o górne partie melodyjne. Tak więc była to udana współpraca między Clannad a mną.


T.nu: Utwory Chicane pasowałyby świetnie do filmów. Czy w przyszłości możemy spodziewać się specjalnych kompozycji na potrzeby produkcji filmowych?
Nick: Mam nadzieję, bo już od jakiegoś czasu staram się działać na tym polu.


T.nu: Dlaczego preferujesz dawanie występów na żywo nad didżejowaniem? Jeśli dobrze pamiętam, to nigdy nie zagrałeś jako DJ, choć pewnie musisz być zasypywany propozycjami występów w tym charakterze. Czy nigdy nie rozważałeś tej formy muzycznej ekspersji?
Nick: Nie jestem i nie byłem nigdy zmieniaczem płyt. Granie w otoczeniu zespołu a DJ-ing to dwa zupełnie odrębne twory aktywności muzycznej.

                                     


T.nu: Na koniec chciałbym cię poprosić o wymienienie pięciu utworów, które wywarły na ciebie największy wpływ.
Nick: Niezmiernie trudne pytanie, lecz jeśli muszę koniecznie wybrać, to:
1 – Don Henley – „Boys of Summer”,
2 – Jean Michel-Jarre – „Oxygene”,
3 – Vangelis – „Chariots of Fire”,
4 – Enjoi – „Athem”,
5 – Bassheads – „Is there anybody out there”.


T.nu: To trochę zabawne, że powróciłeś do Modeny, gdzie tak naprawdę to wszystko się zaczęło – twój własny label, w którym wydane zostanie „Somersault”. Czego możemy się spodziewać po labelu Modena w przyszłości?
Nick: Nie jestem do końca pewien, ale oczywiście wszystkich utworów Chicane oraz być może mojej dawnej, nieco dziwnej, lecz i wyjątkowej, kompozycji.


T.nu: Wielkie dzięki za wywiad. Czekam z niecierpliwością na premierę albumu w lipcu!
Nick: Mam nadzieję, że ci się spodoba.


Wywiad przeprowadzony przez Tima van Waarda aka afterhourpower z serwisu www.trance.nu.
Wolne tłumaczenie: Phantom.




Polecamy również

Imprezy blisko Ciebie w Tango App →