Artykuł

W czym sprzęt lepszy jest od oprogramowania?

Tematyka poruszana przez nas wiele, wiele razy. W gigantycznej większości przypadków, debaty dotyczyły jednak oprogramowania stricte dla DJ-ów. Producentom również oddać musimy ich pięć minut, gdyż wcale nie są odosobnieni w podejmowaniu decyzji soft- kontra hardware.



Cały tekst zainspirowany jest ostatnim odsunięciem od produkcji i sprzedaży produktu Native Instruments służącego między innymi do przeglądania, magazynowania i ujednolicania biblioteki ustawień predefiniowanych wtyczek. Mowa oczywiście o – świętej pamięci już – Kore, które samo w sobie wirtualnym instrumentem nie było, ale stanowiło ciekawą propozycję dla ludzi pracujących z tego typu rozwiązaniami. Wraz z porzuceniem Kore, pojawiają się lamenty setek użytkowników, którzy inwestowali weń grube pieniądze tylko po to, by usłyszeć, że – w związku z polityką firmy, zakładającą niedublowanie funkcjonalności – produkt wyparty zostaje przez Maschine.


Jak odnaleźć w historii tej pytanie zadane w temacie? Sprawa najbardziej znana jest chyba PC-towym graczom, którzy raz na pół roku spotykają się z potencjalną groźbą zestarzenia się ich komputera, gdy wejdzie nowa generacja kart graficznych, systemów operacyjnych, procesorów – tak naprawdę niemal każdego z podzespołów. Podobnie sprawa ma się w wypadku jakiegokolwiek oprogramowania studyjnego, którego bazą jest wersja „standalone” – czyli „samowystarczalna”, bez-DAW-owa. W momencie, gdy urywa się wsparcie producenta danego produktu, możemy pożegnać się z próbami dostosowania instrumentów i efektów do nowszych rozwiązań. Stąd też wysnuć można wniosek o głównej zalecie sprzętu do tworzenia muzyki.


Gdy już raz znajdziecie setup, który Wam odpowiada, będzie on działał tak długo, jak będzie trzeba. Niezależnie od tego, czy akurat wyjdzie nowy Mac OS, Windows, czy też DAW-y przejdą na wyższy poziom ewolucji, raz kupiony sprzęt będzie wydawał z siebie tylko sygnał audio do obrobienia. Będzie niezależny do wszystkiego, ponadczasowy, jak pierwsze beatmaszynki firmy Roland i kultowe syntezatory Korga.



Teoretycznie, można też odciąć się od ewolucji technologicznej oprogramowania, zatrzymując komputer, gdy sposób pracy będzie nam odpowiadał w stu procentach. Ale przecież nie ma softu, który nie miałby jakichś błędów do poprawki, systemu, który nigdy by nie padł i użytkownika, który nie chciałby iść naprzód z techniką …


Oczywiście samo Native Instruments obiecało nie zostawiać na lodzie dotychczasowych klientów, oferując im tak zwany „crossgrade” z Kore do Maschine za cenę samego kontrolera. Niemniej jednak, jeśli okazałoby się, że za rok, dwa, piętnaście lat, wyjdzie system operacyjny, który wykluczy możliwość użytkowania na nim wstrzymanego produktu, nikt nikomu nie napisze wersji programu zgodnej z Windows 13 albo Mac OS 12.4. Bo i kto, poza jednostkami, miałby z tego skorzystać? 




Polecamy również

Imprezy blisko Ciebie w Tango App →