News

Tiesto: 'Świat popu w stylu Guetty to nie moja broszka’

Uwaga, długi i ciekawy wywiad z Tiesto, przeprowadzony przez Mixmaga. Polecamy się wczytać, bo to rzadkie dobro. Nie od dziś wiadomo, że z tym panem raczej trudno umówić się na wywiad, korzystajcie więc i komentujcie.

Co czujesz wchodząc na scenę i widząc przed sobą 26 tysięcy osób, jak w ten weekend?

No cóż, to nigdy się człowiekowi nie nudzi. Widziałem to wiele razy, ale to zawsze jest całkiem nowy tłum, no i w Stanach to całkiem coś nowego. USA nie są przyzwyczajone do didżejów grających na stadionach.

Jaka jest różnica między dzisiejszą reakcją ludzi podczas twojego tournee, gdzie grasz w dużej mierze dla studentów, a reakcją ludzi sprzed kilku lat?

Różnica jest taka, że są o wiele głośniejsi, jest dużo więcej energii. No i są dużo bardziej otwarci na to, co gram, bardziej entuzjastyczni.

Twoja muzyka bardzo się zmieniła w ostatnich latach, co miało na to wpływ?

Dużo rzeczy! Kilka lat temu zacząłem chodzić więcej do klubów. I gdy tam byłem, słyszałem didżejów, którzy grali dużo różnych rzeczy, nie skupiali się na jednym stylu, grali wszystko! Bardzo mi się spodobało takie podejście, a więc teraz mam taki cel w odniesieniu do samego siebie. Nie chodzi o to, żeby zawsze grać całkiem inaczej – to by było dziwne – ale żeby łapać inspiracje spoza trancowego świata. Więcej „indie vocals” (indie – od independent czyli kojarzonych z „muzyką niezależną czyt. alternatywną), więcej didżejów electro, więcej house’u. W każdym razie wtedy otworzyły mi się oczy i od wtedy moje produkcje zaczęły skręcać w miejsca, w których są teraz.

A co zainspirowało cię do tworznia większej ilości wokalnych numerów?

Chodziło o moje sety, bo dziś lubię mieć słowa w kawałkach, które gram. Jednak nadal lubię też robić rzeczy instrumentalne, jak choćby „Work Hard, Play Hard” czy „Maximal Crazy”.

Skoro przy nich jesteśmy – tytuły tych kawałków wiążą się z hedonistycznym balangowaniem, jak ty byś się bawił, gdybyś nie był za konsoletą i nie grał dla tych 26 tysięcy osób?

Byłbym w pierwszym rzędzie! Byłbym dokładnie tam z wszystkimi, skacząc, krzycząc i śpiewając razem z nimi.

Nadal wychodzisz i słuchasz innych didżejów?

Tak, gdy tylko mam czas. Kocham muzykę taneczną, na festiwalach zawsze krążę po backstage’u i sprawdzam innych didżejów, to moja ulubiona część tego wszystkiego. Spotykasz wszystkich, rozmawiasz o muzie, słuchasz setów. Czy to na Electric Daisy w USA czy na Creamfields w UK. Świetnie się spotkać z innymi didżejami, posłuchać jak grają. 

Wspomniałeś że lubisz wokale w swoich setach, masz zamiar pójść śladami Guetty i spenetrować świat mainstreamowego amerykańskiego popu?

Nie! Nie mam takiej potrzeby, zupełnie. Czuję, że w porównaniu z mainstreamowym światem popu jestem bardziej undergroundowym didżejem. Dla niektórych moja muza jest komercyjna, ale generalnie to nie są rzeczy „przyjazne radiu”. Podoba mi się gdzie jestem, nie potrzebuję bardziej popowego świata, szczerze mówiąc to nie jest moja broszka. Świetnie jest zrobić kawałek, który ludzie mocno kochają, ale nieważne czy jest na listach na miejscu pierwszym czy setnym, ważne tylko, żeby był najlepszym dla ludzi, którym gram go na imprezach.

Jesteś tak bardzo undergroundowy, jak to możliwe w sytuacji, gdy grasz dla 26 tysięcy ludzi…

Yeah, dokładnie. Ale jak to nazwać. Jestem komercyjnie undergroundowy?

Jak myślisz co spowodowało, że amerykańska scena tak eksplodowała w ostatnich latach?

Sporo pomogły portale społecznościowe, jeszcze parę lat temu nie przeczytałbyś tak wiele o muzyce tanecznej. Amerykanie żyli tym, co było w radiu i w MTV, a tu jak wiadomo mamy teraz same reality shows. Nazywają to „muzyczną telewizją” a to tylko „reality gówno”. Teraz z Facebookiem i Twitterem łatwo rozprzestrzeniać pewne rzeczy, łatwiej ludzie sobie je przekazują. Wrzucasz filmik z muzyką elektroniczną, która ci się podoba i jeśli to spodoba się twoim znajomym, zaczyna się efekt kuli śniegowej.

Tyle teraz gatunków, czy jest taka muza której słuchasz, która zdziwiłaby twoich fanów?

Nie, nie bardzo, bo dziś jest tak, że mogę zagrać wszystko, co mi się podoba. Nawet jeśli to coś dubstepowego. Lubiłem niedawno zaczynać imprezy remiksem Skrillexa do kawałka Benassiego – pewnie to nie była najbardziej ekscytująca rzecz dla niektórych moich fanów, ale to fajnie, że każdy elektroniczny kawałek, który mi się podoba, ląduje w moich setach albo audycji radiowej.

Co by powiedział twój fanklub, gdybyś postanowił zrobić album z minimal techno? Jak daleko powoliliby ci fani odejść od własnych korzeni, biorąc pod uwagę twój status, na jak duże ryzyko możesz sobie w twojej sytuacji pozwolić?

Myślę, że album „Kaleidoscope” był potężnym ryzykiem. Gdy się ukazał, wszyscy byli w szoku. To nie był trance, to nie był pop, ludzie nie potrafili tego nazwać. Musieli się do niego przyzwyczaić. Dla mnie to był przełom, wejście do innego świata, a przy tym grywałem ten materiał na imprezach i ludziom się podobało. Myślę, że po takiej płycie, następną mogę zrobić taką, jaką sobie tylko wymarzę. Gdybym stwierdził, że chcę wydać album minimalowy, gdybym uwierzył w to, że brzmi świetnie i może być sukcesem, zrobiłbym to.

Czytelnicy Mixmaga wybrali cię najlepszym didżejem wszech czasów, pojawiłeś się na okładce amerykańskiego Billboardu, czy to ważne wyróżnienia po tylu latach grania?

Cóż, to miłe komplementy, ale nic ogłuszającego. To miłe, ale ja wiem, że nie o to tu chodzi, nie chodzi o „hype”, o modę. Chodzi o granie dla ludzi i słyszenie ich reakcji – możesz być najmniej znanym didżejem na świecie przez 10 lat, a przy okazji skutecznie zapełniać kluby. Co takiego znaczy ten tytuł? Najważniejsi są ludzie, którzy słuchają mojej muzyki, reagują na nią na Twitterze podczas mojego grania, to dla mnie najważniejsze.

Jakie masz rytuały przed setem i po secie?

Rutyna – przygotowuję się, testuję kawałki, próbuję znaleźć jakiś sensowny scenariusz seta. Na godzinę przed setem sprawdzam jak grają inni, chwytam po drinka, rozmawiam z ludźmi. Raczej relaksuję się, nie myślę za dużo o różnych sprawach. Po imprezie podobnie – chwilę myślę o secie, rozmawiam z ludźmi, spotykam się z promotorem, jadę do domu. Nic szczególnego.

Jakie masz plany na 2012?

2012? Przez pierwsze 6 miesięcy planuję robić coś innego, niewiele grać, może tylko raz na jakiś czas, żeby nie wypaść z rytmu. Skupię się na produkowaniu, chcę robić więcej muzy, chcę znowu próbować nowych rzeczy. Mam dużo różnych planów na przyszły rok, niekoniecznie jednak związanych z didżejowaniem.


Polecamy również

Imprezy blisko Ciebie w Tango App →