Wywiad

Sven Vath: 'Rodzice budzili mnie w nocy gdy nauczyli się nowego tańca’

Sven Vath znany jest ze swoich popisowych tańców na konsolecie, zwłaszcza tych z ubiegłorocznego Time Warp. Przez wiele lat pokazuje nam, jak powinna wyglądać zabawa przy muzyce… Zobaczcie, skąd czerpie energię na niekończące się imprezy…



Wszystko zaczęło się w dzieciństwie – rodzice mieli zwyczaj budzić nas w nocy za każdym razem, gdy nauczyli się jakiegoś nowego tańca. Z wielką pasją tańczyli Rock’n’Rolla. Zdarzało im się nawet wygrywać nagrody w lokalnych konkursach, takich oficjalnych, gdzie trzeba było mieć numerek na plecach itp. Gdy wygrywali jakąś nagrodę, wywalali nas z łóżek. Siadaliśmy w rządku na kanapie… Salonowy stół odsuwano na bok, a rodzice puszczali wodze fantazji.


Taniec stał się całkiem normalną częścią mojego życia. Dzięki nim w pewnym momencie zdałem sobie sprawę o jego wadze dla mnie w momencie, gdy chciałem się rozluźnić, wyrazić ciałem to, co słyszę i czuję w muzyce; gdy  chciałem wyłączyć myślenie i bujać się w rytm muzyki, lub kierować ciałem i mówić mu jakie ruchy ma wykonywać. Byłem jednym z pierwszych ludzi we Frankfurcie, który umiał tańczyć breakdance. Wtedy nazywało się to electric boogie… Były stare piosenki z nowojorskich gett i oczywiście Grandmaster Flash. To mnie inspirowało. Potem oczywiście nadszedł Kraftwerk ze swoim tańcem robotów i zmieszanie electric boogie z robotem stało się moim wyzwaniem. Tak odkryłem taniec w sobie, dla siebie; w ten sposób stał się ważną częścią tego, jak funkcjonuję. Motorem napędowym mojej pracy jest taniec i inspiracja innych do tańca.



W środku lat 80′ robiłem pierwsze utwory i wideoklipy, odnosząc spore sukcesy, zwłaszcza we Francji, Hiszpanii i Włoszech. Potem zaczęto mnie zapraszać do telewizji na gale – Champs-Elysee w Paryżu, które możemy porównać do niemieckiego „Wetten dass…”. Był tam choreograf Reza, który miał świetną trupę dwunastu dziwnie wyglądających tancerzy. Mieli ogolone głowy i całkiem niezły styl. Dostałem szansę zrobienia z nimi choreografii do moich kawałków „Electrica Salsa” i „Step by Step”. Było to tak inspirujące, że gdy wróciłem do domu byłem bardzo podekscytowany i entuzjastycznie nastawiony na następne występy i prezentacje. Ich profesjonalizm, to jak pracowali razem… Spytałem sam siebie: „Czy nie powinienem wyjechać do Paryża, dołączyć do nich i po prostu żyć tym życiem?” Zawsze po cichu pragnąłem robić coś takiego…



W końcu tego nie zrobiłem. Nie podjąłem tego kroku – zostalem we Frankfurcie i otworzyłem własny klub. To był Październik 1988. Wszystko potoczyło się dalej samo – w latach 80′ i 90’napisałem wiele utworów ze muzycznymi znajomymi, nakręciłem masę wideoklipów. I muszę powiedzieć, że było w nich dziko… Taniec zawsze katapultował mnie do świata fantazji, dawał mi tyle siły, by przeszukiwać inne światy, będąc otwartym na dźwięk.


Nie chodziło tylko o ruszanie się w rytm muzyki, ale o nadawanie tonu, konkretnego wyrazu dźwiękowi, który miał zawierać mimikę, sekwencje ruchów i aktorstwo… Zawsze powinno się móc otworzyć siebie na muzykę. Myślę, że to najczystsza forma ekstazy. Jeśli poddasz się jej, popadniesz w nią, możesz podróżować z muzyką w najczystszym znaczeniu tych słów. To jak trans, jak rytuał. Są momenty, gdy myślisz, że właśnie to robiła ludzkość tysiące lat temu. Daje to siłę, a gdy jesteś wewnątrz „plemienia”, na parkiecie, razem ze wszystkimi ludźmi – taniec ma niesamowitą energię. Patrzysz na nich i nie ma znaczenia kto jest obok Ciebie. To coś bardzo szczególnego – nikt nie mowi… Nikt nie musi nic mówić, tylko się ruszasz… Działa niespotykana dynamika – wszystko jest dzikie i spokojne zarazem.



Sposób, w który otwierasz się na muzykę, ma też związek z pewną lekkością i łatwością życia. Na przykład jadąc do Ameryki Południowej, widząc jak ludzie reagują na muzykę, jaką rolę gra ona codzienności, zarówno dzieci jak i dziewięćdziesięciolatków. Wszystko to ma swój początek w ich podejściu do zycia. U nas, w Europie, jest to sztywne i ociężałe. Dorastaliśmy z muzyką i tańcem bardziej formalnie… Chociaż walc jest całkiem fajny!



W latach 30′ i 40’… Myślę że ludzie pili dużo Coca Coli i wyskoczyli z Charlestonem – to dość szybki taniec, ale prawdziwy przełom nastąpił z Rock’n’Rollem. Muzyka i taniec zawsze łączy się z rebelią… To odzwierciedlenie społeczeństwa. Dla mnie muzyka i taniec zawsze były surowcem. Źródełkiem, w którym mogłem naładować baterie. I do dnia dzisiejszego nic się nie zmieniło…


Źródło – profil youtube Svena Vatha. Wywiad przeprowadzono dla iseevoices.com


Polecamy również

Imprezy blisko Ciebie w Tango App →