Wywiad

Marrel: 'Klubowicze są leniwi, a producenci nie robią muzyki z pasji’

Pochodzący z Zabrza DJ i producent muzyki techno w pierwszej części rozmowy z nami opowiada, co mu leży na sercu w kontekście polskiej sceny klubowej. Delikatnie rzecz ujmując nie ma o niej najlepszego zdania, z jakich powodów? Sprawdźcie sami: 



Marrel, nie pierwszy raz jesteś na FTB, wielu naszych czytelników postrzega Cię jako część polskiej sceny techno. Skoro przy tym jesteśmy – jak Ty widzisz zjawisko pod tytułem „polska scena techno”? 

– Można powiedzieć,że ma się dobrze acz w moim przekonaniu niezupełnie. Ludzie mają sporo pomysłów na różnego rodzaju imprezy i przyjeżdżają duże nazwiska spoza granic naszego kraju. Problemem jest to,że nasi klubowicze są strasznie leniwi. W Polsce pojawia się spore nazwisko, a tu nagle zaczyna się narzekanie – a to zbyt daleko, a to zbyt drogo, nagle znajdują się powody, żeby zostać w domu. A po jakimś czasie znów narzekanie na brak dobrych imprez techno. Organizatorzy się starają, stają na rzęsach, a frekwencja okazuje się słaba…

Czyli fani techno istnieją, ale nie przychodzą na imprezy?

– Oczywiście jest parę większych eventów z taką muzyką i tam ludzi nie brakuje. Ale nie chodzi mi tu o eventy typu Mayday czy Silesia In Love, ale raczej o mniejsze, lokalne imprezy. Na przykład pod koniec zeszłego roku gościł w Krakowie po raz pierwszy Dustin Zahn w Fabryce. Niestety, sporo osób preferowałoby taką imprezę bliżej. Jest to dosyć dziwne zjawisko, bo kilka lat wstecz było tak,że bez żadnych problemów ludzie potrafili zjeżdżać z różnych zakątków naszego kraju tylko po to, by posłuchać dobrego DJ-a. 

Jak to jest w Twoim mieście? I okolicy? Co się dzieje, kto grywa, jakie klimaty rządzą?

– Zabrze jest miastem industrialnym, mamy ładne centrum miasta, pani prezydent dała z siebie wszystko, żeby je upiększyć i są tego efekty. Jeśli chodzi o kluby, to nie mam zbytnio co się tutaj rozpisywać. Głównie mieszaniny pseudo house’u, electro + hity z radia, średnia wieku 15-17 lat. Dużo lepiej zawitać do Katowic. Klimatów techno za dużo nie ma, od czasu do czasu w INQbatorze coś się dzieje. Rok temu w klubie Hipnoza gościł założyciel Stroboscopic Artefacts – Lucy,a na początku tego roku w INQbatorze pojawił się David Christoph i Electronmike. Wątpię, by kiedykolwiek zdarzyła się solidna impreza techno w moim mieście!

Mamy za to coraz więcej producentów mrocznego techno – jak Ty to widzisz? 

– Tu również jest problem. Dobrych producentów mógłbym policzyć na palcach jednej ręki. Chodzi mi o takich, którzy nie wydają hurtem byle czego, tylko skupiają się na swojej pracy i wypuszczają rzeczy raz na jakiś czas, ale z klasą i z hukiem.

Kogo byś wyróżnił, jakie zjawiska czy labele są w tej chwili najciekawsze u nas?

– Na pewno dobrą robotę robi mój dobry znajomy również z Zabrza, Black Smoke. Trzymamy mocny kontakt, podsyła mi swoje pomysły i jestem pewny, że już niebawem będzie o nim dużo głośniej. Dużo  się od niego uczę, ma głowę pełną pomysłów, a jego nadchodzące epki będą wciskać w siedzenia! Kto jeszcze? Lazy M ma sporo dobrych wydawnictw i również szanuję jego twórczość. Poza tym Static Sense aka Rrarph, o którym dużo również słychać dobrego. Niedawno miał debiut w Tresorze, niedługo wydaje winyl i również ma sporo dobrych tracków i remiksów.

I to wszystko?

– Wiesz, producentów jest cała masa. Ale co z tego, oni tworzą muzę z jakichś dziwnych powodów. Mnie zależy na samej muzyce, na tym, co robię. Nie robię tego dla sławy, pieniędzy itp. Robię to, bo wszczepiło mi się to w krwiobieg parę lat temu i nie umiałbym tego rzucić. Przy okazji jest mi niezmiernie miło, że znajdują się osoby, które to doceniają. A mamy sporo takich, którzy robią (albo ktoś im robi) single/epki, które poziomem mogą dorównać wcześniej wymienionym przeze mnie klubom w moim mieście, w dodatku opowiadają, że to jest techno (kiedy to ma bardzo mało ze sobą wspólnego). Muzyka upada. Nie potrafię spoza nazwisk wyżej wymienionych wskazać kogoś, kto by robił muzykę od serca, a nie dla pieniędzy.

Chyba trochę przesadzasz!

– Teraz tak to działa, że gość mający niemal zerowe pojęcie o produkcji ściąga sample i loopy z internetu, lepi kawałek tragiczny technicznie i okazuje się, że jakiś label mu to wydaje! Dlaczego? Bo wytwórnia też ma gdzieś, co to za numer, może ktoś kupi, może nie, jeśli tak – profity lecą do założyciela. Mamy również takich jegomości, którzy również robią badziew, mając pojęcie o  produkcji, promują to ze wszystkich swoich pieniędzy, płacą potężnym nazwiskom po to, by zrobili remiks do jego epki. Co się dzieje potem? Taka osoba ma niesamowity support, jest chartowana (głównie ten remiks oczywiście), a same oryginały nie nadają się na międzynarodową scenę techno. Masz pieniądze, zrobisz wszystko. Niektórzy, z tego co zauważyłem, po wielu tego typu akcjach pozjadali wszelkie możliwe rozumy. I ja się pytam: gdzie jest ta dobra undergroundowa muzyka, skoro mamy tylu producentów? Trzeba szukać igieł w stogu siana.


Marrel – There Is No God [ Original Mix ]


Marrel – Techno Punctura @ Polskie Radio Amsterdam


Polecamy również

Imprezy blisko Ciebie w Tango App →